Elektroniczne papierosy przez długi czas sprzedawano jako mniej szkodliwą alternatywę dla tytoniu, ale nowe dane sprawiają, że lekarze mówią o vapingu znacznie ostrzej, informuje blogspalinowy.pl, powołując się na washingtonpost.com. Badania nie dowodzą jeszcze ostatecznie, że e-papierosy same w sobie powodują raka u ludzi, jednak sygnałów ryzyka jest coraz więcej.
Jak elektroniczne papierosy stały się produktem masowym
Współczesny elektroniczny papieros pojawił się na początku lat 2000. Stworzył go chiński farmaceuta po śmierci ojca na raka płuc, a samo urządzenie miało dostarczać nikotynę bez klasycznego dymu tytoniowego. Pomysł wydawał się prosty: zastąpić papierosy produktem, który wygląda na mniej rakotwórczy i mniej niebezpieczny.
W Europie elektroniczne papierosy zaczęły aktywnie rozprzestrzeniać się od 2006 roku, a w USA — od 2007 roku. Później rynek gwałtownie przyspieszył, zwłaszcza wśród młodych dorosłych oraz osób, które próbowały rzucić palenie. W USA odsetek dorosłych użytkowników e-papierosów wzrósł z 4,5% w 2019 roku do 6,5% w 2023 roku.
Rosły nie tylko wskaźniki używania, lecz także sprzedaż. W okresie od lutego 2020 roku do czerwca 2024 roku sprzedaż elektronicznych papierosów w tradycyjnych sklepach detalicznych wzrosła o 34,7% i przekroczyła 21 milionów sztuk. To już nie niszowy produkt dla osób rzucających palenie, lecz masowy rynek z ogromną grupą odbiorców.
Co dokładnie trafia do organizmu podczas vapingu

Główny problem z elektronicznymi papierosami polega na tym, że często uważa się je za „prawie bezpieczne”. W rzeczywistości płyny do vape’ów i aerozole mogą zawierać substancje, których organizm zdecydowanie nie potrzebuje. Są wśród nich nikotyna, metale ciężkie, drobne cząstki, glikol propylenowy albo glikol dietylenowy, znany jako składnik płynu przeciw zamarzaniu.
Szczególny niepokój budzą substancje związane z uszkodzeniem płuc lub ryzykiem onkologicznym. W składzie aerozoli mogą znajdować się diacetyl, łączony z chorobami płuc, akroleina używana jako herbicyd, a także benzen — znany czynnik rakotwórczy. Sam fakt, że człowiek regularnie wdycha taki koktajl, już obala mit o nieszkodliwości vapingu.
Australijscy badacze w najnowszym przeglądzie doszli do wniosku, że dane laboratoryjne dotyczące elektronicznych papierosów stały się na tyle przekonujące, aby zmienić ton zaleceń. Jeśli wcześniej główny nacisk kładziono na potrzebę dalszych badań, teraz coraz częściej mówi się o bezpośrednim zaniepokojeniu potencjałem rakotwórczym vape’ów. To nie wyrok dla każdego użytkownika, ale też nie sygnał, który można ignorować.
Czy udowodniono, że vape powoduje raka
Najuczciwsza odpowiedź na pytanie „czy vape może powodować raka” brzmi: ostatecznego dowodu u ludzi jeszcze nie ma, ale powodów do niepokoju jest już wystarczająco dużo. Badania, które bezspornie potwierdziły związek palenia tytoniu z różnymi rodzajami nowotworów, trwały dekady. Elektroniczne papierosy istnieją znacznie krócej, dlatego nauka nie ma jeszcze tak długiej historii obserwacji.
Jest jeszcze jeden ważny powód, dla którego dane pozostają niepełne. Vape’y są szczególnie popularne wśród młodych ludzi, a rak zwykle nie rozwija się natychmiast po rozpoczęciu szkodliwej ekspozycji. Innymi słowy, wielu użytkowników po prostu nie zdążyło jeszcze przejść przez okres, po którym skutki onkologiczne stają się masowo widoczne.
Dlatego lekarze patrzą nie tylko na statystyki diagnoz, lecz także na modele laboratoryjne. Badania na zwierzętach, kulturach komórkowych oraz niewielkie prace z udziałem ludzi pozwalają dostrzec wczesne sygnały ryzyka. Nie zastępują one dużych, wieloletnich obserwacji, ale pomagają zrozumieć, w jakim kierunku zmierza obraz sytuacji.
Jakie zmiany w komórkach łączy się z vape’ami
Badania laboratoryjne pokazują, że vaping może uruchamiać zmiany związane z rozwojem raka. W jednym z badań na myszach elektroniczne papierosy używane przy wysokiej mocy powodowały uszkodzenia DNA w komórkach płuc i wątroby. Właśnie uszkodzenie DNA jest jednym z mechanizmów, przez które prawidłowe komórki mogą stopniowo tracić kontrolę nad wzrostem.
Inne eksperymenty prowadzono na komórkach raka piersi hodowanych w laboratorium. Po kontakcie ze składnikami elektronicznych papierosów w tych komórkach wzrastał poziom białek, które mogą pomagać guzowi w tworzeniu przerzutów. W doświadczeniach na myszach takie zmiany wiązano z większą zdolnością komórek rakowych do rozprzestrzeniania się.
Są też inne niepokojące sygnały. Płyny do elektronicznych papierosów w warunkach laboratoryjnych łączono ze zmianami w rakach płaskonabłonkowych jamy ustnej, przekształcaniem prawidłowych komórek pęcherza moczowego w komórki złośliwe oraz wzrostem komórek guzów mózgu. Takich wyników nie można automatycznie przenosić na każdego użytkownika vape’a, ale tłumaczą one, dlaczego onkolodzy nie traktują już tego tematu jako drugorzędnego.
Czym vape’y różnią się od zwykłych papierosów pod względem ryzyka raka
Porównanie vape’ów i zwykłych papierosów jest trudne, ponieważ danych wciąż jest mniej, niż potrzeba. Papierosy tytoniowe mają udowodniony związek z rakiem płuc, jamy ustnej, krtani, pęcherza moczowego i innymi chorobami nowotworowymi. Elektroniczne papierosy nie mają jeszcze takiego samego poziomu dowodów, ale to nie czyni ich bezpiecznymi.
Jedno niewielkie badanie z udziałem 150 osób porównywało trzy grupy: palaczy papierosów tytoniowych, użytkowników wyłącznie elektronicznych papierosów oraz osoby, które nie paliły. U palaczy zwykłych papierosów częściej znajdowano w ślinie markery stanu zapalnego związane z ryzykiem raka. Jednak użytkownicy elektronicznych papierosów również mieli wyższy poziom tych markerów niż osoby niepalące.
To ważna różnica, ponieważ pokazuje nie schemat „albo śmiertelne, albo bezpieczne”, lecz gradację ryzyka. Vape może być mniej przebadanym i być może mniej agresywnym czynnikiem niż tradycyjne papierosy. Jednak porównanie z osobami niepalącymi wypada gorzej dla użytkowników elektronicznych papierosów — i właśnie to ma znaczenie przy ocenie realnego ryzyka.
Co pokazały badania na ludziach

Osobny przypadek kliniczny z Chin opisuje dwóch pacjentów, którzy przez ponad dziesięć lat używali elektronicznych papierosów, ale nie palili tytoniu. Rozwinęły się u nich nowotwory jamy ustnej, zwykle łączone z długotrwałym paleniem tytoniu. Nie dowodzi to związku przyczynowo-skutkowego dla wszystkich użytkowników, ale takiego sygnału nie można odrzucać jako przypadkowej drobnostki.
Inne badanie analizowało wzorce używania elektronicznych papierosów w USA wśród niemal 120 tysięcy uczestników. Około 1% zgłosiło aktualne używanie elektronicznych papierosów, 5% — używanie w przeszłości, a ponad 500 osób miało diagnozę raka płuc. Osoby z rakiem płuc ponad 2,5 razy częściej korzystały z elektronicznych papierosów niż ci, którzy takiej diagnozy nie mieli.
Ta praca ma jednak poważne ograniczenie. Badacze nie wiedzieli, czy osoby te zaczęły używać elektronicznych papierosów przed diagnozą, czy już po niej. Ponadto wielu uczestników jednocześnie korzystało z wyrobów tytoniowych, dlatego bardzo trudno oddzielić wpływ vape’ów od wpływu klasycznego palenia.
Najniebezpieczniejsze połączenie to vape’y razem z papierosami
Najbardziej niepokojące dane dotyczą osób, które jednocześnie palą zwykłe papierosy i używają elektronicznych. W badaniu z udziałem ponad 32 tysięcy osób ci, którzy łączyli oba produkty, mieli czterokrotnie wyższe ryzyko rozwoju raka płuc niż osoby palące wyłącznie papierosy tytoniowe. W porównaniu z osobami, które w ogóle nie paliły, ryzyko było 40 razy wyższe.
To obala popularną logikę: „dodam vape, żeby mniej palić”. Jeśli człowiek nie rezygnuje całkowicie z tytoniu, a jedynie dokłada elektronicznego papierosa, obciążenie organizmu może tylko wzrosnąć. W takiej sytuacji ryzyko raka płuc nie wygląda na mniejsze, lecz potencjalnie jeszcze bardziej niebezpieczne.
Podobny sygnał dało też wcześniejsze badanie populacyjne z Korei, które objęło ponad 4 miliony osób. Ponad 50 tysięcy uczestników później zachorowało na raka płuc. Ci, którzy rzucili papierosy tytoniowe, ale przeszli na elektroniczne, mieli o 23% wyższe prawdopodobieństwo rozwoju raka płuc niż osoby, które rzuciły palenie i nie zaczęły używać vape’ów.
Dlaczego lekarze radzą nie czekać na ostateczne dowody
Obraz naukowy wciąż się kształtuje, ale kierunek jest już widoczny. Dane się gromadzą i w najbliższych latach związek między vapingiem a rakiem płuc, jamy ustnej i gardła może stać się znacznie wyraźniejszy. Dlatego ostrożne podejście już dziś wygląda rozsądniej niż czekanie przez dekady na statystyki.
Vaping łączy się już nie tylko z potencjalnym ryzykiem onkologicznym. Elektroniczne papierosy mają związek z EVALI — niebezpiecznym uszkodzeniem płuc, które najczęściej kojarzono z THC w nieregulowanych vape’ach. Wspomina się także o zarostowym zapaleniu oskrzelików, znanym jako „popcornowe płuca”, bliznowaceniu dróg oddechowych i zwiększonym ryzyku infekcji.
Niektórzy rzeczywiście używają elektronicznych papierosów jako narzędzia do rzucenia tytoniu. Na dziś vape’y nie mają jeszcze tak dobrze udokumentowanego profilu onkologicznego jak klasyczne palenie. Jednak najbezpieczniejsze stanowisko dla zdrowia pozostaje proste: nie zaczynać, nie łączyć z papierosami i nie odkładać rezygnacji, zwłaszcza jeśli chodzi o młodych użytkowników.
W kontekście wpływu jedzenia na zdrowie warto też sprawdzić, co naukowcy wykryli w zamiennikach mięsa dostępnych w marketach.