Czy Białoruś szykuje się do wojny? Łukaszenka mobilizuje armię, Kijów mówi o grze Putina

Czy Białoruś szykuje się do wojny? Łukaszenka mobilizuje armię, Kijów mówi o grze Putina

przez Piotr Lewandowski

Białoruski dyktator Alaksandr Łukaszenka ponownie zaczął mówić o przygotowaniu armii do możliwej wojny i zapowiedział tak zwaną „mobilizację kierunkową”, informuje blogspalinowy.pl, powołując się na wp.pl. W Ukrainie tych słów nie traktuje się jako sygnału bezpośredniego zagrożenia, ale podkreśla się, że sytuacja na północnym kierunku jest stale monitorowana.

Łukaszenka ogłosił „mobilizację kierunkową” na Białorusi

Ukraiński serwis TSN.ua opisał nowe wypowiedzi z Białorusi, gdzie Alaksandr Łukaszenka publicznie mówił o zmianie podejścia do przygotowania własnych sił zbrojnych. Nie chodzi o powszechną mobilizację społeczeństwa, lecz o stopniowe włączanie jednostek wojskowych do szkolenia bojowego. Sam Łukaszenka przedstawił to jako konieczny krok, który ma utrzymać armię w gotowości na wypadek potencjalnej wojny.

„Zgodnie z obietnicą przeprowadzimy mobilizację kierunkową jednostek wojskowych oraz sił zbrojnych, aby przygotować je do wojny. Oby udało się jej uniknąć. Wszyscy przecież przygotowujemy się do wojny” — oświadczył Alaksandr Łukaszenka.

Według białoruskiego dyktatora nowy model ma zastąpić rzadkie, kosztowne i zakrojone na szeroką skalę ćwiczenia. Zamiast tego Mińsk chce uruchomić bardziej elastyczny system rotacyjny, w którym poszczególne pododdziały będą kierowane na szkolenie bojowe w określonej kolejności. Po zakończeniu takich ćwiczeń jednostki mają wracać do swoich stałych miejsc stacjonowania.

Co oznacza nowy format przygotowania armii

Białoruskie władze przedstawiają „mobilizację kierunkową” jako sposób na utrzymywanie armii w ciągłej gotowości bez ogłaszania pełnoskalowej mobilizacji. Taki format pozwala tworzyć obraz aktywnych przygotowań, bez formalnego przestawiania całego państwa na tryb wojenny. Dla sąsiednich krajów jest to raczej sygnał polityczny i psychologiczny niż dowód gotowości Białorusi do samodzielnej operacji lądowej.

Łukaszenka wezwał również do pilnej modernizacji białoruskiej armii. Odwołał się między innymi do wojny na Bliskim Wschodzie i stwierdził, że bez nowoczesnego uzbrojenia oraz skutecznej operacji lądowej nie da się osiągnąć sukcesu na polu bitwy. Te słowa wpisują się w dotychczasową retorykę Mińska, który regularnie demonstruje aktywność wojskową w pobliżu granic Ukrainy i państw NATO.

Ukraińskie służby odpowiedziały na groźby z Mińska

Wypowiedzi Łukaszenki szybko skomentował Andrij Kowałenko, szef ukraińskiego Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji. Zaapelował, by nie przeceniać znaczenia kolejnych gróźb z Mińska, ponieważ Białoruś obecnie nie ma wystarczających sił do przeprowadzenia pełnowymiarowej operacji lądowej. Według niego ukraińska armia uważnie obserwuje sytuację na północnej granicy i nie ignoruje żadnych zmian.

„Nie padło żadne takie oświadczenie, a ponadto Białoruś obecnie nie dysponuje siłami zdolnymi do przeprowadzenia operacji lądowej. Wszystko, co teraz robi Białoruś, to imitowanie jakiejś gorączkowej aktywności” — wyjaśnił Andrij Kowałenko.

Kowałenko uważa, że głośne deklaracje Łukaszenki działają przede wszystkim jako element gry informacyjnej. Jego zdaniem Mińsk próbuje wspierać rosyjską agendę i tworzyć dla Kremla obraz rzekomo rosnącego zagrożenia z kierunku białoruskiego. Ukraiński urzędnik bezpośrednio powiązał tę retorykę z chęcią przypodobania się Władimirowi Putinowi.

„Realizuje on informacyjną agendę Rosjan, aby uszczęśliwić Władimira Putina, i nic więcej” — ocenił działania Łukaszenki szef Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji.

Czy istnieje realne zagrożenie dla Ukrainy

Strona ukraińska nie wyklucza ryzyka całkowicie, ale oddziela realne możliwości wojskowe od politycznego szumu. Białoruś wielokrotnie wykorzystywała ćwiczenia wojskowe, przerzuty sprzętu i ostre wypowiedzi jako narzędzie presji na Ukrainę oraz Zachód. Dlatego Kijów reaguje nie na samą retorykę, lecz na faktyczne ruchy wojsk, sprzętu i zmiany sytuacji operacyjnej.

Kowałenko dał również do zrozumienia, że Ukraina zauważy realne przygotowania do ataku, jeśli takie zagrożenie się pojawi. Jego wypowiedź zabrzmiała nie tylko jak uspokojenie opinii publicznej, ale też jak ostrzeżenie dla reżimu Łukaszenki. Ukraińskie służby wysyłają sygnał, że informacyjne manewry Mińska nie pozostają bez reakcji.

„Jeśli pojawi się zagrożenie, Ukraina to zobaczy, a Łukaszenka pożałuje. Myślę, że on o tym wie” — podsumował Andrij Kowałenko.

W kontekście napięć i zagrożeń warto przeczytać także, co wiadomo o strzelaninie w Lubinie, w której zginęły dwie osoby, a policja nadal szuka sprawcy.


Zobacz inne