Polska policja zatrzymała już 61 praw jazdy za drift i niebezpieczną jazdę po drogach publicznych, informuje blogspalinowy.pl, powołując się na interia.pl. Nowe przepisy obowiązują niewiele ponad miesiąc, ale pierwsze dane pokazują, że to dopiero początek większej fali kontroli.
61 kierowców straciło prawo jazdy na trzy miesiące
Od 30 marca w Polsce obowiązują nowe przepisy, które pozwalają czasowo odbierać prawo jazdy za driftowanie na drogach publicznych. W tym czasie uprawnienia na trzy miesiące straciło już 61 kierowców. Informację przekazał komisarz Antoni Rzeczkowski z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.
Jak na tak krótki okres, liczba zatrzymanych dokumentów jest znacząca. Tym bardziej że cieplejszy sezon dopiero się rozpoczyna, a wraz z nim na drogach zwykle pojawia się więcej kierowców skłonnych do ryzykownych manewrów. Policja daje jasno do zrozumienia, że drift na zwykłej drodze nie będzie już traktowany jak niegroźny popis.
Funkcjonariusze podkreślają, że tłumaczenia w stylu „to był żart”, „droga była pusta” albo „miałem wszystko pod kontrolą” nie zmieniają sytuacji kierowcy. W obecnym stanie prawnym policjant ma obowiązek zatrzymać prawo jazdy, jeśli stwierdzi takie wykroczenie. Oznacza to, że jeden nieodpowiedzialny manewr może zakończyć się utratą dokumentu już podczas kontroli.
„Za tak nieodpowiedzialne zachowanie kierowcy nie mogą liczyć na taryfę ulgową” — przypomina drogówka.
Nowe przepisy dotyczą nie tylko samochodów
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że nowe kary za drift dotyczą głównie kierowców samochodów. W praktyce przepisy są znacznie szersze. Obejmują nie tylko celowe wprowadzenie pojazdu w poślizg, ale także doprowadzenie do utraty kontaktu z nawierzchnią przez choćby jedno koło.
To oznacza, że pod nowe regulacje podpadają również motocykliści jeżdżący na jednym kole. Za takie zachowanie prawo jazdy straciło już 10 kierujących jednośladami. Pozostałe 51 przypadków dotyczy kierowców samochodów, którzy zostali ukarani za niebezpieczne manewry na drogach publicznych.
Dla wielu osób jazda na jednym kole wciąż bywa traktowana jako pokazowy trik, a nie poważne wykroczenie. Polskie przepisy stawiają jednak takie zachowanie bardzo blisko driftu, bo w obu przypadkach chodzi o świadome zwiększanie ryzyka w ruchu drogowym. Dla policji kluczowe nie jest to, jak kierowca nazwie swój manewr, ale to, czy stworzył zagrożenie na drodze.
Liczba zatrzymanych praw jazdy może szybko wzrosnąć
W najbliższych tygodniach statystyki mogą wyraźnie pójść w górę. Wraz z nadejściem cieplejszych dni na drogach pojawia się więcej motocyklistów, a policja prawdopodobnie będzie uważniej obserwować brawurowe zachowania kierujących jednośladami. Powodem są nie tylko nowe przepisy, ale też tragiczne dane dotyczące wypadków.
Podczas tegorocznej majówki sytuacja na polskich drogach była bardzo poważna. Spośród 20 ofiar śmiertelnych wypadków odnotowanych między 30 marca a 3 maja aż 11 stanowili kierowcy jednośladów. Taki bilans pokazuje, dlaczego drogówka coraz ostrzej reaguje na popisy, gwałtowne manewry i jazdę bez realnej kontroli nad pojazdem.
Dla kierowców oznacza to jedno: sezonowe kontrole mogą być bardziej zdecydowane niż wcześniej. Drift, jazda na jednym kole, celowe zrywanie przyczepności czy efektowne manewry na miejskich ulicach mogą skończyć się natychmiastową utratą prawa jazdy. Trzymiesięczna przerwa od prowadzenia pojazdów staje się realną konsekwencją, a nie teoretyczną groźbą.
205 przypadków driftu od końca stycznia
Skala problemu jest większa, niż pokazuje sama liczba zatrzymanych praw jazdy. Drift jako osobne wykroczenie w polskim Kodeksie wykroczeń pojawił się 29 stycznia 2026 roku. Od tego dnia policja ujawniła już 205 takich zdarzeń.
Różnica między 205 wykroczeniami a 61 zatrzymanymi dokumentami wynika z przepisów przejściowych. Nowa podstawa do czasowego odbierania prawa jazdy zaczęła obowiązywać dopiero 30 marca 2026 roku. Dlatego 144 kierowców przyłapanych na drifcie między 29 stycznia a 30 marca uniknęło utraty uprawnień i zostało ukaranych wyłącznie grzywną.
Gdyby nowe przepisy działały od momentu wprowadzenia artykułu o drifcie, liczba zatrzymanych praw jazdy mogłaby być nawet kilka razy wyższa. To dobrze pokazuje, jak często policja wykrywa takie zachowania. Kierowcy dostali jasny sygnał: pokazowe manewry na zwykłych drogach nie są już traktowane jak drobny wybryk.
Jaki mandat grozi za drift w Polsce

Kary finansowe za drift reguluje art. 86c §1 Kodeksu wykroczeń. Przepis obejmuje drogi publiczne, strefy zamieszkania oraz strefy ruchu. Odpowiedzialności podlega kierowca pojazdu mechanicznego, który celowo wprowadza go w poślizg albo doprowadza do utraty styczności z nawierzchnią przez co najmniej jedno koło.
„Kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu prowadzi pojazd mechaniczny, celowo wprowadzając go w poślizg lub doprowadzając do utraty styczności z nawierzchnią chociażby jednego z kół pojazdu, podlega karze grzywny nie niższej niż 1500 złotych”.
Najważniejsze sankcje wyglądają następująco:
- minimalny mandat za drift wynosi 1500 zł;
- kierowca otrzymuje 10 punktów karnych;
- prawo jazdy zostaje zatrzymane na 3 miesiące;
- jeśli doszło do zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym, minimalna grzywna rośnie do 2500 zł;
- w poważniejszym przypadku kierowca może otrzymać 12 punktów karnych;
- górna granica grzywny wynosi nawet 30 tys. zł.
To nie jest symboliczna kara, lecz pakiet dotkliwych konsekwencji. Kierowca może jednocześnie stracić pieniądze, otrzymać punkty karne i zostać pozbawiony możliwości legalnego prowadzenia pojazdu. Dla osób, które codziennie dojeżdżają autem do pracy albo prowadzą zawodowo, trzy miesiące bez prawa jazdy mogą być bardziej dotkliwe niż sam mandat.
Recydywa oznacza jeszcze wyższe kary
Nowe przepisy obejmują również recydywę. Jeśli w ciągu dwóch lat od pierwszego wykroczenia kierowca ponownie zostanie przyłapany na drifcie albo jeździe na jednym kole, minimalna kara finansowa wzrośnie. W takim przypadku może chodzić już o 3000 albo 5000 zł, w zależności od okoliczności sprawy.
Mechanizm jest prosty: pierwsze wykroczenie karane jest surowo, ale kolejne jeszcze mocniej. W ten sposób policja chce ograniczyć nie tylko pojedyncze incydenty, lecz także powtarzalne, niebezpieczne zachowania na drogach. Szczególnie dotyczy to kierowców, którzy urządzają popisy w miastach, na parkingach lub na ulicach, gdzie poruszają się inni uczestnicy ruchu.
Wniosek dla kierowców jest jednoznaczny. Drift na drogach publicznych w Polsce oznacza dziś realne ryzyko utraty prawa jazdy, wysokiego mandatu i dodatkowych konsekwencji przy powtórnym naruszeniu przepisów. Prawo już działa, a pierwsze statystyki pokazują, że policja aktywnie z niego korzysta.
Dobrym uzupełnieniem tego tematu jest także tekst „Najgroźniejszy czas na polskich drogach. Sprawdź, dlaczego piątek nie jest przypadkiem”, który pokazuje, kiedy ryzyko za kierownicą rośnie najbardziej.