Koniec zwykłego przeglądu auta. Co diagnosta sprawdzi po nowych przepisach?

Koniec zwykłego przeglądu auta. Co diagnosta sprawdzi po nowych przepisach?

Kierowców czekają droższe badania, nowe kontrole na stacjach SKP i surowsze kary za spóźniony przegląd.

przez Piotr Lewandowski

Badania techniczne pojazdów w Polsce i całej Unii Europejskiej czeka jedna z największych zmian od lat. Parlament Europejski zgodził się na przejście do kolejnego etapu prac nad reformą przepisów dotyczących okresowych badań technicznych oraz kontroli drogowych, a teraz rozpoczną się negocjacje z Radą UE, informuje blogspalinowy.pl, powołując się na dziennik.pl. Równolegle własne zmiany przygotowuje polskie Ministerstwo Infrastruktury, które chce uszczelnić system stacji kontroli pojazdów, ograniczyć fikcyjne przeglądy i wprowadzić nowe obowiązki dla diagnostów.

Reforma ma objąć zarówno same stacje SKP, jak i kontrole drogowe. W planach są m.in. obowiązkowe odczyty danych z samochodu, dokładniejsze sprawdzanie elektroniki pokładowej, dokumentacja zdjęciowa pojazdu oraz surowsze zasady wobec kierowców spóźniających się z przeglądem. W pakiecie pojawiają się także wyższe opłaty, automatyczna waloryzacja stawek i kary, które przy największym opóźnieniu mogą zbliżyć się do 600 zł.

Diagnosta odczyta dane o spalaniu i emisji z samochodu

Jedną z kluczowych zmian będzie obowiązkowy odczyt danych z systemu OBFCM, czyli On Board Fuel Consumption Monitoring. Chodzi o moduł rejestrujący rzeczywiste zużycie paliwa, emisję CO2, a w przypadku aut elektrycznych i hybrydowych także realny pobór energii. Zgodnie z unijnym rozporządzeniem wykonawczym UE 2021/392 system dotyczy samochodów osobowych i lekkich pojazdów użytkowych zarejestrowanych nie wcześniej niż 1 stycznia 2021 roku, objętych normami Euro 5 i Euro 6.

Nowa procedura na stacji ma być maksymalnie zautomatyzowana. Diagnosta będzie musiał podłączyć urządzenie do fabrycznego złącza OBD, a system pobierze dane i powiąże je z numerem VIN konkretnego pojazdu. Następnie informacje mają trafić do rejestru badań technicznych, a stamtąd bezpośrednio do Centralnej Ewidencji Pojazdów, bez ręcznej ingerencji diagnosty.

Dane telemetryczne powiązane z VIN mają być zbierane przez 15 lat i przechowywane w systemach przez 20 lat. To oznacza, że historia zużycia paliwa, emisji lub poboru energii będzie przypisana do konkretnego egzemplarza auta przez długi czas. Resort infrastruktury zakłada, że taki mechanizm ograniczy możliwość manipulowania wynikami badania i pozwoli lepiej kontrolować realny stan pojazdów.

Stacje kontroli pojazdów mogą potrzebować nowego sprzętu

Koniec zwykłego przeglądu auta. Co diagnosta sprawdzi po nowych przepisach?
Koniec zwykłego przeglądu auta. Co diagnosta sprawdzi po nowych przepisach?

Polskie stacje kontroli pojazdów już dziś muszą posiadać czytniki OBD II/EOBD, bo taki obowiązek wynika z przepisów obowiązujących od 2012 roku. Teraz Ministerstwo Infrastruktury chce jednak doprecyzować wymagania techniczne dla tych urządzeń. Kluczowe ma być zastosowanie jednolitego protokołu komunikacyjnego, który zapewni automatyczny przekaz danych i ograniczy wpływ człowieka na wynik procedury.

Dla części właścicieli SKP może to oznaczać konieczność aktualizacji oprogramowania albo zakupu nowego, certyfikowanego sprzętu. Resort planuje nie tylko zmianę wymagań technicznych dla stacji, lecz także głęboką nowelizację rozporządzenia określającego szczegółowy zakres i sposób przeprowadzania badań technicznych. To właśnie tam mają zostać opisane nowe procedury pracy diagnostów.

Ministerstwo Infrastruktury zakłada, że projekty przepisów będą gotowe do końca czwartego kwartału 2026 roku. Dopiero wtedy będzie jasne, jak dokładnie zostaną rozpisane obowiązki stacji i jakie wymagania techniczne obejmą urządzenia wykorzystywane podczas przeglądów. Kierunek zmian jest jednak już widoczny: mniej uznaniowości, więcej automatycznego raportowania i większa kontrola nad przebiegiem badania.

Pod lupą znajdą się ADAS, start-stop, poduszki i baterie

Unijna reforma odpowiada też na fakt, że współczesne samochody coraz bardziej przypominają komputery na kołach. Diagnosta ma sprawdzać nie tylko klasyczne elementy mechaniczne, lecz także zaawansowane systemy wspomagania kierowcy. Na liście znajdą się m.in. układy ADAS, asystenci pasa ruchu, automatyczne hamowanie awaryjne oraz system start-stop.

Kontrola nie ma ograniczać się do pytania, czy dany system formalnie istnieje w aucie. Diagnosta będzie musiał sprawdzić, czy układ działa prawidłowo i czy właściciel nie próbował go trwale wyłączyć albo zmodyfikować. Komisja Europejska zwraca uwagę, że dezaktywowanie systemów ekologicznych stało się popularną praktyką wśród kierowców szukających instrukcji w internecie.

Do obowiązkowych kontroli mają dołączyć również regularne testy sprawności poduszek powietrznych. Osobne procedury przewidziano dla samochodów elektrycznych i hybrydowych, w których sprawdzany ma być m.in. stan baterii oraz układów elektrycznych. To istotna zmiana, bo dotychczasowe badania techniczne nie zawsze nadążały za tempem rozwoju nowych technologii w autach.

Policja będzie mogła sprawdzać emisję spalin na drodze

Koniec zwykłego przeglądu auta. Co diagnosta sprawdzi po nowych przepisach?
Koniec zwykłego przeglądu auta. Co diagnosta sprawdzi po nowych przepisach?

Zmiany nie zatrzymają się na stacjach kontroli pojazdów. Nowe unijne przepisy mają dać służbom większe możliwości działania podczas rutynowych kontroli drogowych. Policja będzie mogła badać emisję spalin samochodów osobowych, dostawczych, ciężarowych i motocykli.

Jeżeli pojazd okaże się zbyt emisyjny, zostanie skierowany na dodatkowe, bardziej rygorystyczne badanie techniczne. Państwa członkowskie będą mogły wykorzystać podobne narzędzia również do kontroli hałasu. W praktyce oznacza to mocniejszy nacisk na auta dymiące, z usuniętymi filtrami DPF albo zbyt głośnym układem wydechowym.

Rząd chce także, by stacje korzystały z nowocześniejszych urządzeń do wykrywania problemów z emisją. W planach są liczniki cząstek stałych, które mają zastąpić przestarzałe dymomierze. Nowy sprzęt ma skuteczniej wykrywać zarówno uszkodzone, jak i całkowicie wycięte filtry DPF.

Pięć zdjęć auta i walka z cofaniem liczników

Jednym z najważniejszych elementów krajowej reformy ma być obowiązkowa dokumentacja zdjęciowa pojazdu. Ma ona ograniczyć fikcyjne badania techniczne, w których auto faktycznie nie pojawia się na stacji. Zdjęcia trafią do bazy CEPiK i będą stanowiły dowód, że pojazd rzeczywiście został skontrolowany.

Diagnosta ma sfotografować drogomierz z przebiegiem auta, przód pojazdu, tył oraz oba boki. Taki zestaw zdjęć ma utrudnić wystawianie przeglądów „na telefon” i poprawić kontrolę nad realnym przebiegiem samochodu. To ważne szczególnie w kontekście rynku aut używanych, gdzie cofanie liczników nadal pozostaje jednym z najpoważniejszych problemów.

Unia Europejska chce iść jeszcze dalej. Warsztaty samochodowe w całej Europie mają zapisywać przebieg auta i przekazywać go do krajowego rejestru, jeśli naprawa trwa dłużej niż godzinę. Celem jest wymiana danych między państwami UE i ograniczenie procederu odmładzania samochodów sprowadzanych z zagranicy.

Przegląd będzie droższy, a stawka ma rosnąć co roku

Koniec zwykłego przeglądu auta. Co diagnosta sprawdzi po nowych przepisach?
Koniec zwykłego przeglądu auta. Co diagnosta sprawdzi po nowych przepisach?

Obecnie badanie techniczne samochodu osobowego kosztuje 149 zł. Ministerstwo Infrastruktury chce jednak wprowadzić mechanizm systemowej waloryzacji stawek, na który branża SKP czekała od lat. Wiceminister Stanisław Bukowiec zapowiedział powiązanie opłat za badania techniczne ze średnim wynagrodzeniem za pracę, obliczanym na podstawie czwartego kwartału poprzedniego roku.

W praktyce oznaczałoby to automatyczny wzrost ceny przeglądu co roku. Resort argumentuje, że wyższe wpływy mają pomóc przedsiębiorcom prowadzącym stacje kontroli pojazdów w zakupie nowoczesnego wyposażenia. Chodzi zwłaszcza o urządzenia potrzebne do nowych procedur, w tym sprzęt do dokładniejszego badania emisji.

Podwyżka opłat będzie dla kierowców najbardziej odczuwalną częścią reformy. Rząd równolegle chce jednak wprowadzić korzystniejsze rozwiązanie dla osób, które wykonują badanie z wyprzedzeniem. Kierowca będzie mógł zgłosić się na przegląd do 30 dni przed terminem bez skracania ważności poprzedniego badania.

Kary za spóźniony przegląd mogą sięgnąć niemal 600 zł

Koniec zwykłego przeglądu auta. Co diagnosta sprawdzi po nowych przepisach?
Koniec zwykłego przeglądu auta. Co diagnosta sprawdzi po nowych przepisach?

Znacznie ostrzejsze zasady obejmą kierowców, którzy spóźnią się z badaniem technicznym. Im większe opóźnienie, tym wyższa opłata karna doliczana do podstawowej ceny przeglądu. Przy największym poślizgu koszt badania może wzrosnąć niemal do 600 zł.

Czas opóźnieniaKara wobec stawki podstawowejSzacowany koszt badania
Powyżej 7 dni+100%ok. 300 zł
Powyżej 21 dni+200%ok. 450 zł
Powyżej 90 dni+300%niemal 600 zł

Nowe przepisy mają też mocniej uderzyć w kierowców ignorujących obowiązkowe akcje serwisowe. Podczas badania diagnosta sprawdzi w systemie, czy dany pojazd ma niewykonaną akcję dotyczącą wady fabrycznej, np. wadliwych poduszek powietrznych. Jeżeli właściciel nie zareagował na wezwanie producenta, samochód ma automatycznie nie przejść przeglądu.

Motocykle powyżej 125 cm³ będą pod specjalnym nadzorem

Koniec zwykłego przeglądu auta. Co diagnosta sprawdzi po nowych przepisach?
Koniec zwykłego przeglądu auta. Co diagnosta sprawdzi po nowych przepisach?

Unijne przepisy zmienią także zasady badań motocykli. Europosłowie zdecydowali o zniesieniu dotychczasowej krajowej dowolności w tym obszarze. Przeglądy cięższych motocykli, czyli maszyn powyżej 125 cm³, oraz ciężkich motocykli elektrycznych mają stać się obowiązkowe w całej Unii Europejskiej.

Dla kierowców podróżujących lub pracujących za granicą ważna będzie jeszcze jedna zmiana. Nowe prawo umożliwi wykonanie badania technicznego w innym kraju UE niż państwo rejestracji pojazdu. Właściciel auta otrzyma wtedy tymczasowy unijny certyfikat sprawności ważny przez 6 miesięcy.

Po upływie tego okresu kolejne badanie trzeba będzie przeprowadzić już w kraju rejestracji pojazdu. Reforma nie zmieni natomiast podstawowego kalendarza badań technicznych w Polsce. Komisja Transportu PE odrzuciła pomysł, by wszystkie auta starsze niż 10 lat musiały przechodzić badania co roku w każdym państwie, ale dla polskich kierowców nie oznacza to praktycznej zmiany, bo w Polsce od dawna obowiązuje zasada 3-2-1: pierwsze badanie po 3 latach, kolejne po 2 latach, a następne co roku.

Polska patrzy na model belgijski i nie chce kosztownego eksperymentu

Ministerstwo Infrastruktury zachowuje ostrożność przy najdroższych technologiach kontroli emisji. Olga Tworek, dyrektor Departamentu Transportu Drogowego w resorcie, zapowiedziała, że rząd nie chce, aby Polska stała się „poligonem doświadczalnym”. W przypadku badań tlenków azotu NOx analizowany jest m.in. model belgijski.

UE pozostawiła państwom członkowskim swobodę w zakresie testów PN i NOx. Każdy kraj sam zdecyduje, w jakim zakresie chce je prowadzić i jak szybko wdrażać wymagane rozwiązania. Polska nie chce nakładać na przedsiębiorców prowadzących SKP bardzo wysokich kosztów, dopóki negocjacje między Parlamentem Europejskim a państwami członkowskimi nie zostaną zakończone.

Resort planuje równocześnie inne działania usprawniające system. Chodzi o dostęp inspektorów do danych homologacyjnych, m.in. przy kontroli montażu instalacji LPG czy certyfikatów cystern, a także o elektroniczne zaświadczenia zintegrowane z europejskimi portfelami tożsamości cyfrowej, takimi jak mObywatel. W planach są również ośrodki szkoleniowe pod nadzorem TDT i ITS oraz poszukiwanie środków unijnych na nowy sprzęt dla stacji SKP.

– Do trzech razy sztuka – zapowiedziała Olga Tworek, odnosząc się do kolejnej próby przeprowadzenia nowelizacji. Według przedstawicielki Ministerstwa Infrastruktury projekt ma „ucywilizować” jakość badań technicznych oraz sytuację finansową stacji kontroli pojazdów.

Zmiany są szerokie i dotykają niemal każdego elementu systemu: kierowców, diagnostów, właścicieli stacji, policji, warsztatów i importerów aut używanych. Największa różnica polega na tym, że przegląd techniczny ma przestać być prostą formalnością, a stać się cyfrowo udokumentowaną kontrolą pojazdu. Dla kierowców oznacza to droższe badania, większe ryzyko kary za spóźnienie i dużo mniej miejsca na obchodzenie przepisów.

Przy zmianach w przeglądach kierowców interesują nie tylko nowe opłaty i kary, ale też codzienne koszty jazdy, dlatego sprawdź, jak pod koniec maja wyglądają ceny benzyny 95, diesla i LPG.

Zobacz inne