Egzamin na prawo jazdy w Polsce może przejść jedną z największych zmian od lat, informuje blogspalinowy.pl, powołując się na interia.pl. Ministerstwo Infrastruktury chce przesunąć nacisk z wyuczonych manewrów na placu na realną jazdę w ruchu drogowym.
Plac manewrowy może zniknąć z egzaminu na kategorię B
Najgłośniejsza zmiana dotyczy praktycznego egzaminu na kategorię B. Ministerstwo Infrastruktury planuje zrezygnować z obowiązkowego placu manewrowego, na którym kandydaci wykonują dziś m.in. jazdę po łuku i ruszanie pod górkę. Dla wielu kursantów to właśnie ten etap jest najbardziej stresującą częścią całego egzaminu.
Resort przekonuje, że sprawdzanie umiejętności w sztucznych warunkach coraz słabiej pokazuje, jak przyszły kierowca poradzi sobie na prawdziwej drodze. Minister infrastruktury Dariusz Klimczak nazwał obecny model przestarzałym i mówił o potrzebie „rewolucji”. Według niego większość ekspertów traktuje już plac manewrowy jako „relikt przeszłości”.
Po reformie najważniejsze umiejętności kandydata mają być oceniane bezpośrednio w ruchu miejskim. Chodzi m.in. o parkowanie, zawracanie, ocenę sytuacji na skrzyżowaniach i reakcję na zachowanie innych uczestników ruchu. Egzaminator ma sprawdzać nie to, czy kursant zapamiętał punkty odniesienia na placu, lecz to, jak podejmuje decyzje za kierownicą w realnych warunkach.
Zmiany mogą wejść w życie od 1 stycznia 2027 roku

Dziennikarz i instruktor nauki jazdy Andrzej Łapa w rozmowie z Polsat News poparł pomysł przeniesienia głównej części sprawdzianu na drogę. Stwierdził, że plan zakłada zniknięcie placu manewrowego z egzaminu na prawo jazdy najpóźniej od 1 stycznia 2027 roku. Jego zdaniem to krok w stronę normalnej oceny kompetencji, a nie testowania wyuczonych ruchów w kontrolowanej przestrzeni.
Plac nie zniknie całkowicie ze szkół jazdy. Kursanci nadal będą mogli ćwiczyć manewry podczas szkolenia, bo przygotowanie techniczne pozostaje ważną częścią kursu. Różnica polega na tym, że państwowy egzamin ma przestać koncentrować się wokół jednego zamkniętego miejsca.
Taka zmiana wpłynie również na sposób prowadzenia zajęć w ośrodkach szkolenia kierowców. Instruktorzy będą musieli położyć większy nacisk na zachowanie w ruchu, przewidywanie zagrożeń i bezpieczną reakcję w nietypowych sytuacjach. Dla kandydata oznacza to mniej możliwości „wytrenowania schematu” i większą potrzebę rzeczywistego rozumienia drogi.
Egzamin praktyczny ma być mniej wyuczony
Ministerstwo Infrastruktury krytykuje obecny system za to, że często nagradza mechaniczne powtarzanie czynności. Część kursantów uczy się pokonywania placu według konkretnych punktów odniesienia, które działają tylko w danym samochodzie egzaminacyjnym i na danym placu. W mieście taka umiejętność szybko traci znaczenie, bo kierowca musi reagować na inne pojazdy, pieszych, rowerzystów i sytuacje, których nie da się zaplanować.
Po zmianach kluczowe mają być bezpieczna jazda, samodzielne myślenie i właściwa ocena sytuacji. Kandydat powinien pokazać nie tylko to, że potrafi wykonać manewr, ale też że umie wybrać do niego bezpieczny moment. Właśnie te elementy mają mieć większy wpływ na wynik praktycznego egzaminu.
Pomysł reformy wygląda logicznie, ale nie jest pozbawiony ryzyka. Jeśli szkoły jazdy nie zmienią sposobu szkolenia, część kursantów może mieć słabsze przygotowanie techniczne. Samo usunięcie placu z egzaminu państwowego nie rozwiąże więc problemu, jeśli kontrola jakości nauki pozostanie wyłącznie formalnością.
Egzamin teoretyczny również ma się zmienić

Reforma obejmie nie tylko praktykę, ale także część teoretyczną. Ministerstwo chce ograniczyć liczbę pytań egzaminacyjnych i mocniej powiązać je z realnymi sytuacjami na drogach. To odpowiedź na krytykę, która od dawna dotyczy niejasnych, przestarzałych lub oderwanych od praktyki pytań w państwowej bazie.
Dariusz Klimczak podkreślał, że egzamin musi odpowiadać rzeczywistości, z którą kierowca spotyka się każdego dnia. Resort przyznawał, że część pytań nie uwzględniała najnowszych zmian w przepisach. W efekcie kandydat mógł przygotowywać się do testu, który nie zawsze uczciwie sprawdza wiedzę potrzebną do bezpiecznej jazdy.
Andrzej Łapa w Polsat News również ostro ocenił obecną bazę pytań. Według niego często pojawiają się tam zagadnienia bez bezpośredniego związku z bezpieczeństwem ruchu drogowego, w tym pojęcia administracyjne. Dodał też, że baza „spuchła”, ponieważ Ministerstwo Infrastruktury w pewnym momencie straciło kontrolę nad systemem tworzenia i rekomendowania nowych pytań.
Po trzech nieudanych próbach kursant może wrócić na szkolenie
Kolejna propozycja dotyczy kandydatów, którzy kilka razy nie zdadzą egzaminu praktycznego. Ministerstwo rozważa rozwiązanie, zgodnie z którym po trzech nieudanych podejściach osoba musiałaby wrócić do ośrodka szkolenia kierowców na dodatkowe godziny. Dopiero po nich kandydat ponownie podchodziłby do egzaminu wewnętrznego przed kolejną próbą w WORD.
Logika tego rozwiązania jest jasna: system nie powinien zamieniać się w nieskończoną serię płatnych podejść bez realnego doszkolenia. Jeśli ktoś trzy razy nie radzi sobie z praktyką, problem często nie wynika wyłącznie ze stresu, lecz z braków w przygotowaniu. Dodatkowe jazdy mogą pomóc zamknąć luki, które same nie znikną po kolejnym zapisie na egzamin.
Równocześnie ministerstwo chce wzmocnić kontrolę nad egzaminami wewnętrznymi w szkołach jazdy. Dziś ten etap bywa traktowany jak formalność, choć powinien pokazywać, czy kursant rzeczywiście jest gotowy do państwowego sprawdzianu. Bez uczciwej kontroli wewnętrznej reforma może jedynie przenieść stare problemy do nowej struktury.
Powstanie nowe Centrum Egzaminowania
W ramach reformy Ministerstwo Infrastruktury planuje utworzenie nowego Centrum Egzaminowania oraz Rady Konsultacyjnej. W jej skład mają wejść instruktorzy, egzaminatorzy, przedstawiciele WORD-ów, policji i środowisk związanych z bezpieczeństwem ruchu drogowego. Taki skład ma ograniczyć ryzyko, że zasady będą tworzone bez udziału osób, które na co dzień widzą realne problemy kandydatów i kierowców.
Nowe struktury mają odpowiadać za przygotowywanie pytań egzaminacyjnych oraz standardy szkolenia przyszłych kierowców. Celem jest stworzenie systemu bardziej spójnego, nowoczesnego i zrozumiałego dla wszystkich uczestników. Jeśli reforma zadziała tak, jak opisuje ją resort, egzamin ma lepiej sprawdzać rzeczywiste umiejętności, a nie zdolność do zapamiętania schematu.
Jednym z powodów zmian jest również niska zdawalność egzaminów praktycznych. Większość kandydatów nie zdaje za pierwszym razem, a obecny model funkcjonuje bez poważniejszych zmian od ponad dekady. Ministerstwo chce więc przebudować nie pojedynczy element, lecz cały system szkolenia i egzaminowania kierowców w Polsce.
Instruktorzy nie mówią jednym głosem
Wśród instruktorów szkół jazdy nie ma pełnej zgody co do likwidacji placu manewrowego na egzaminie. Część popiera reformę i widzi w niej zbliżenie egzaminu do realnego prowadzenia samochodu. Inni obawiają się, że bez obowiązkowego placu kandydaci będą słabiej ćwiczyć podstawowe elementy techniczne.
To nie jest drobny spór, bo od jakości przygotowania zależy bezpieczeństwo na drogach. Jeśli kursant będzie lepiej czytał ruch, ale gorzej panował nad samochodem przy małych prędkościach, problem tylko zmieni formę. Dlatego przyszłe przepisy muszą połączyć praktyczne podejście z solidnym przygotowaniem technicznym.
Dokładnej daty wejścia nowych przepisów w życie jeszcze nie podano. Projekt reformy przygotowuje Ministerstwo Infrastruktury, a Dariusz Klimczak chciałby, aby zmiany ruszyły od początku 2027 roku. Jeśli ten harmonogram zostanie utrzymany, egzamin na prawo jazdy w Polsce już za kilka miesięcy może przejść na zupełnie inny model sprawdzania przyszłych kierowców.
W kontekście zmian dla kierowców warto też sprawdzić, co wiadomo o BMW Vision K18 z silnikiem 1800 cm³ i jego szansach na produkcję.