W miejscowości Morochów w województwie podkarpackim niedźwiedź rzucił się w stronę rolnika pracującego na pastwisku przy bydle, informuje blogspalinowy.pl, powołując się na onet.pl. Mężczyzna zdołał dobiec do samochodu i uniknął bezpośredniego kontaktu ze zwierzęciem, ale zdarzenie ponownie wywołało pytania o bezpieczeństwo mieszkańców tej części regionu.
Niedźwiedź wybiegł z zalesienia przy pastwisku
Do incydentu doszło we wsi Morochów na Podkarpaciu. Rolnik pracował na jednym z pastwisk i budował ogrodzenie dla bydła. W pewnym momencie z pobliskiego zalesienia nagle wybiegł niedźwiedź i zaczął kierować się prosto w stronę mężczyzny.
Według relacji rolnika zwierzę pojawiło się przy młodniku graniczącym z pastwiskiem. Mężczyzna zauważył, że niedźwiedź idzie w jego kierunku, dlatego natychmiast zaczął uciekać do samochodu. Auto znajdowało się niedaleko i właśnie to, jak sam mówił, pozwoliło mu schronić się w ostatniej chwili.
Rolnik w rozmowie z eSanok opowiadał, że niedźwiedź nie przestraszył się ani obecności człowieka, ani hałasu. Dodał, że wcześniej widywał już niedźwiedzie w tej okolicy, ale wtedy zwierzęta nie zachowywały się agresywnie i szybko odchodziły. Tym razem sytuacja wyglądała inaczej, a pojawienie się drapieżnika mocno spłoszyło także krowy znajdujące się na pastwisku.
Policja potwierdziła zdarzenie w Morochowie
Informację o ataku niedźwiedzia na rolnika potwierdziła lokalna policja w rozmowie z serwisem eSanok. Rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Sanoku, asp. Anna Oleniacz, wyjaśniła, że ostatecznie nie doszło do bezpośredniego kontaktu zwierzęcia z człowiekiem. Rolnik zdążył ukryć się w samochodzie, dlatego uniknął obrażeń.
Część lokalnych mediów podaje, że niedźwiedź mógł ruszyć nie na jednego mężczyznę, lecz na grupę rolników. Najważniejszy potwierdzony fakt pozostaje jednak ten sam: zwierzę wyszło z lasu przy pastwisku i zaczęło zbliżać się do ludzi. To szczególnie niepokojące, bo nie chodziło o odległy górski szlak, lecz o teren, na którym mieszkańcy normalnie pracują na co dzień.
Sytuacja budzi tym większy niepokój, że do zdarzenia doszło niedaleko miejsca wcześniejszej tragedii. Jak pisał lokalny serwis Korso Sanockie, atak w Morochowie miał miejsce zaledwie około 10 km od Płonnej, gdzie dwa tygodnie wcześniej niedźwiedź zaatakował 58-letnią kobietę. Obrażenia kobiety były tak poważne, że służby przybyłe na miejsce odstąpiły od czynności ratunkowych, a kobieta zmarła.
Władze gminy Bukowsko apelują do mieszkańców
Na kolejny incydent zareagował wójt gminy Bukowsko Marek Bańkowski. Wydał pilne ostrzeżenie dla mieszkańców i zaapelował o zachowanie szczególnej ostrożności. Podkreślił także znaczenie sąsiedzkiej solidarności, ponieważ w takich sytuacjach szybkie przekazywanie informacji może mieć realne znaczenie dla bezpieczeństwa.
Lokalne władze zapowiedziały, że będą monitorować sytuację i informować mieszkańców o dalszych działaniach. Po dwóch głośnych zdarzeniach w krótkim czasie temat bezpieczeństwa na terenach położonych blisko lasów stał się dla gminy wyjątkowo ważny. Dla rolników i mieszkańców okolicznych wsi nie jest to już odległe zagrożenie, lecz ryzyko, z którym mogą zetknąć się podczas zwykłej pracy.
Atak niedźwiedzia w Morochowie pokazał, że nawet dobrze znany teren przy pastwiskach może nagle stać się niebezpieczny. Mężczyzna uratował się tylko dlatego, że samochód stał blisko, a jego reakcja była natychmiastowa. Po tragedii w Płonnej i kolejnym incydencie w Morochowie mieszkańcy są proszeni, by nie lekceważyć obecności dzikich zwierząt i zgłaszać takie przypadki odpowiednim służbom.
Więcej o zagrożeniach w naturze przeczytasz także w materiale „Pożar lasu w powiecie biłgorajskim. Co dzieje się w Puszczy Solskiej i dlaczego akcja jest tak trudna?”.