Podczas gaszenia pożaru lasu pod Warszawą ponownie wrócił problem policyjnych śmigłowców Black Hawk, informuje blogspalinowy.pl, powołując się na tvn24.pl. Policja ma do dyspozycji pięć nowoczesnych maszyn S70i Black Hawk, jednak ich potencjał nie może być wykorzystany w pełni, bo w lotnictwie policyjnym brakuje pilotów z odpowiednimi uprawnieniami. Początkowo w akcji gaśniczej uczestniczył tylko jeden policyjny Black Hawk, choć każda z tych maszyn mogłaby mieć duże znaczenie w sytuacji kryzysowej. Po publikacji tekstu, w piątek krótko po godzinie 18, pojawiła się informacja, że nad obszarem pożaru latają już dwa Black Hawki.
Policyjne Black Hawki to śmigłowce warte miliony złotych, wyposażone w systemy pozwalające wykonywać loty w bardzo trudnych warunkach pogodowych. W teorii są więc sprzętem szczególnie przydatnym przy dużych pożarach, akcjach ratunkowych i działaniach kryzysowych. W praktyce problemem nie jest brak maszyn, lecz brak ludzi, którzy mogą usiąść za ich sterami. Jak ustalili reporterzy TVN24, w policyjnym lotnictwie jest dziś więcej Black Hawków niż pilotów zdolnych do ich jednoczesnego wykorzystania.
Czterech pilotów na pięć Black Hawków
Dzisiaj do godz. 9.40 policyjny śmigłowiec S-70i Black Hawk 🚁 zrealizował już 31 zrzutów wody. Łącznie od wczoraj wykonano ich 62.
— Polska Policja 🇵🇱 (@PolskaPolicja) May 29, 2026
Akcja gaśnicza prowadzona jest nieprzerwanie we współpracy ze strażakami z @KGPSP. Służby działają zarówno z powietrza, jak i na ziemi, by… pic.twitter.com/4pV4oLsqBf
Według ustaleń dziennikarzy, policja ma łącznie czterech pilotów uprawnionych do latania Black Hawkami. Każdy taki śmigłowiec wymaga dwóch pilotów, co oznacza, że nawet przy pełnej dostępności załóg w powietrzu mogą znaleźć się maksymalnie dwie maszyny. To wariant optymistyczny, zakładający, że nikt nie jest na urlopie, zwolnieniu lekarskim ani nie wykonuje innych zadań. Pozostałe śmigłowce w takim układzie muszą czekać w hangarze, mimo że zostały kupione za publiczne pieniądze.
Sytuacja budzi irytację także wśród strażaków, bo dwa najnowsze Black Hawki kupiono przy wsparciu finansowym Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Umowę podpisano jeszcze za poprzedniej władzy w 2022 roku, a od tego czasu o tych maszynach mówiło się jako o śmigłowcach policyjno-strażackich. Informatorzy ze straży przekazywali, że pierwotne założenie było znacznie ambitniejsze: Black Hawki miały być dostępne przez całą dobę. Obecny kryzys pokazuje jednak, że sam zakup sprzętu nie rozwiązał problemu gotowości operacyjnej.
Maszyny za około pół miliarda złotych
Na pięć policyjnych Black Hawków podatnicy wydali około pół miliarda złotych. Najnowszy śmigłowiec, określany jako maszyna policyjno-strażacka, pochodzi z 2024 roku. Mimo tak dużych wydatków policja nie jest dziś w stanie wykorzystać pełnego potencjału floty. Reporterzy TVN24 Piotr Świerczek i Robert Zieliński opisywali nieprawidłowości w Wydziale Lotnictwa Policji już w 2023 roku w reportażu „Niebieskie Ptaki” w magazynie „Czarno na Białym”.
Według Piotra Świerczka poprzednia władza zostawiła po sobie poważny bałagan organizacyjny. Zakupiono nowoczesne śmigłowce Bell i Black Hawk, ale nie zadbano o to, by systemowo przygotować wystarczającą liczbę pilotów. Po wyborach w październiku 2023 roku nowa władza zapowiadała naprawę sytuacji i walkę z patologiami w systemie. Zdaniem reportera TVN24 skończyło się jednak głównie na deklaracjach, a zamiast głębokiej reformy widać doraźne łatanie braków.
Brak pilotów stał się częścią problemu

Z ustaleń dziennikarzy wynika, że niedobór pilotów mógł być korzystny dla bardzo wąskiej grupy osób. Piloci posiadający uprawnienia mieli otrzymywać dodatki do pensji za nadprogramowo wylatane godziny. Według Piotra Świerczka chodziło o około dwa tysiące złotych miesięcznie więcej. W takim układzie brak nowych osób z uprawnieniami nie tylko paraliżował system, ale też wzmacniał finansową pozycję tych, którzy już mogli latać Black Hawkami.
Problem szkolenia jest równie poważny. Już trzy lata temu reporterzy „Czarno na Białym” alarmowali, że w Polsce było tylko dwóch instruktorów szkolących na Black Hawkach. Jednym z nich jest naczelnik Zarządu Lotnictwa Policji Robert Sitek. Drugim był młodszy inspektor Marcin Gwizdowski, który odszedł już z policji, a opinii publicznej stał się szerzej znany po incydencie z sierpnia 2023 roku, gdy pilotowany przez niego Black Hawk wleciał w linię wysokiego napięcia podczas pikniku.
Po odejściu Gwizdowskiego w kraju pozostał jeden szkolący, który jednocześnie pełni funkcję naczelnika i jest czynnym pilotem. To tworzy wąskie gardło w systemie, który powinien szybko zwiększać liczbę uprawnionych załóg. Dodatkowo piloci Black Hawków latają także mniejszymi śmigłowcami Bell, których policja ma siedem w wersji Bell-407GXi i dwa Bell-206. W praktyce decyzja o użyciu Black Hawka może oznaczać uziemienie co najmniej jednego Bella.
Reforma była zapowiadana, ale system nadal działa awaryjnie
Po zmianie władzy szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Marcin Kierwiński zlecił audyt lotnictwa policyjnego. Według relacji Piotra Świerczka pojawił się wtedy pomysł, by policyjne śmigłowce zorganizować podobnie jak Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. LPR ma dziś wiele baz w całej Polsce i nie zmaga się z takim problemem obsady maszyn. To pokazuje, że przy odpowiedniej organizacji podobny system może działać skutecznie, ale wymaga jasnego planu, pieniędzy i ludzi odpowiedzialnych za wdrożenie zmian.
Robert Zieliński przekazywał, że w Sejmie trwają prace nad zmianą ustawy, która pozwoli, aby osoby latające w lotnictwie policyjnym nie musiały być policjantami. Dziś piloci Black Hawków muszą należeć do policji, co wydłuża proces szkolenia i ogranicza możliwość pozyskiwania doświadczonych osób z rynku. Po zmianie przepisów do pilotowania maszyn ma zostać dopuszczony piąty pilot. To jednak wciąż nie rozwiązuje całego problemu, bo flota wymaga znacznie szerszego zaplecza kadrowego.
NIK ostrzegała przed problemem wynagrodzeń
W kwietniu ubiegłego roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport dotyczący wykonywania zadań przez Lotnictwo Policji. Kontrolerzy zwrócili uwagę, że policja ma duże trudności z pozyskiwaniem nowych pilotów. Jednym z głównych powodów są wynagrodzenia, bo na rynku cywilnym piloci mogą liczyć na znacznie lepsze warunki. NIK wskazała, że samo podnoszenie dodatków w lotnictwie policyjnym może nie wystarczyć, by zatrzymać lub przyciągnąć ludzi z odpowiednimi kwalifikacjami.
„Dotychczasowe działania związane z podwyższaniem wynagrodzeń w lotnictwie policyjnym poprzez wzrost wysokości przyznawanych dodatków mogą okazać się działaniem niewystarczającym” — wskazano w raporcie NIK.
Izba zwróciła również uwagę na wysokie wymagania wobec kandydatów. Osoby zainteresowane lataniem policyjnymi śmigłowcami, w tym Black Hawkami, muszą mieć nalot nie mniejszy niż 200 godzin oraz uprawnienia do wykonywania lotów w dzień i w nocy. To oznacza, że baza potencjalnych kandydatów jest ograniczona już na starcie. Jeśli do tego dochodzą mniej konkurencyjne zarobki i długi proces wejścia do służby, system sam utrudnia sobie naprawę.
Ekspert: potrzebne są koncepcja, pieniądze i ludzie
O możliwych rozwiązaniach mówił prof. Robert Gałązkowski, jeden z twórców polskiego systemu Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Przez 16 lat, od 2008 roku, kierował LPR i podkreślał, że zawsze zaskakiwał go problem z awansowaniem nowych kapitanów na typy śmigłowców, o które wzbogacała się policja. Jego zdaniem skuteczny system musi opierać się na trzech filarach: jasnej koncepcji działania, odpowiednim finansowaniu oraz ludziach gotowych zmieniać procedury tak, by umożliwiały rozwój. Bez tego nawet nowoczesny sprzęt nie daje realnej gotowości operacyjnej.
Prof. Gałązkowski ocenił, że procedowana w Sejmie zmiana przepisów pozwalająca latać policyjnymi maszynami bez wstępowania do służby jest krokiem w dobrą stronę. Podkreślił jednak, że system musi być możliwie otwarty, a bariery trzeba usuwać dla dobra całej formacji. Jego zdaniem udrożnienie obecnych wąskich gardeł potrwa co najmniej dwa lub trzy lata. To oznacza, że problem maszyn stojących w hangarze nie zniknie natychmiast, nawet jeśli reforma faktycznie ruszy.
Ekspert zaznaczył też, że reorganizacja powinna mieć jasno określony cel, koncepcję i model docelowy zaakceptowany przez ministra spraw wewnętrznych i administracji. Taki projekt musi być konsekwentnie realizowany i wyłączony z bieżącej walki politycznej. Minister powinien również zaufać osobie, która podejmie się przeprowadzenia zmian, i zapewnić jej pełne wsparcie. Bez tego policyjne lotnictwo może nadal funkcjonować w trybie gaszenia bieżących problemów, zamiast budować stabilny system na lata.
Aktualizacja
Po publikacji informacji o udziale jednego policyjnego Black Hawka w akcji gaśniczej pod Warszawą Artur Molęda otrzymał w piątek krótko po godzinie 18 wiadomość, że nad obszarem pożaru latają dwa Black Hawki. Nie zmienia to jednak głównego problemu opisanego przez reporterów TVN24: policja posiada pięć nowoczesnych maszyn, ale braki kadrowe uniemożliwiają pełne wykorzystanie ich potencjału. Przy czterech pilotach i wymogu dwóch osób w załodze jednego Black Hawka system pozostaje skrajnie ograniczony. W sytuacjach kryzysowych, takich jak pożar lasu pod Warszawą, ten problem staje się szczególnie widoczny.
W kontekście bezpieczeństwa warto też sprawdzić, kogo od 3 czerwca obejmie obowiązkowy kask dla dzieci i ile wyniesie mandat.